Krótka przygoda z kozieradką

Witam po bardzo długiej przerwie :)

Sesja za mną (i migrena), więc mogę już zająć się postami i nadrobić zaległości. Jak pisałam wcześniej, borykałam się z problemem wypadających włosów. Przeglądając bloga Anwen, trafiłam na prosty i tani sposób wcierania w skórę naparu z kozieradki.

kozieradka - http://www.doz.pl/apteka/p1213-Nasiona_kozieradki_ziolo_pojedyncze_Flos_50_g

Przy robieniu większego zamówienia na doz.pl, wrzuciłam do koszyka i kozieradkę (cena ok. 2 zł to przy studenckim budżecie wspaniałe). Zanim się zdecydowałam na wypróbowanie, leżała jeszcze z tydzień.

Akurat po egzaminie miałam trochę więcej czasu dla siebie. Zgodnie z przepisem na blogu zaparzyłam kozieradkę. Pierwsza rzecz, jaka mnie uderzyła, to okropny zapach. Wiedziałam, że pachnie podobnie do curry, lecz ta woń była nie do zniesienia. Odlałam wywar do buteleczki po eliksirze z GP (jedyna ciemna). Przy pryskaniu (chciałam użyć naprawdę mało, by ten zapach nie został na włosach) zapchał się atomizer i nie można było nic z tym zrobić. Dodam, że używałam sitka, by oddzielić płyn od proszku, lecz bardziej odpowiednia byłaby chyba gaza lub filtr do kawy.

Wylałam to coś, a buteleczkę wyrzuciłam. I taka była moja przygoda z kozieradką. Całe szczęście miałam jeszcze inny sposób na poprawę stanu włosów.
Niebawem wybieram się do fryzjera – podcinam końcówki i chcę zrobić coś z tą niesforną grzywą. W planach mam też farbowanie.

A jak z waszymi włosami? :)

Pozdrowienia

KanaKorikO